Brambory, Hradčany i totalitarny przysmak – czyli dwa dni w czeskiej Pradze

Jadąc do Pragi nie miałem uprzednio wyrobionej opinii. Wiedziałem, że Most Karola, że Hradczany i pepiczki, ale poza tym niewiele.  Jednak było to wystarczająco dużo, by wizyta w Pradze intrygowała mnie od samego początku. Bo Praga, wedle opowieści niektórych, miała być swego rodzaju wschodnioeuropejskim Wiedniem – trochę gorszym, nie tak gargantuicznym i monumentalnym, ale jednak nam bliższym, naszym wręcz. I z taką właśnie wiedzą odwiedziłem wespół z moją dziewczyną czeską Pragę.

1

Autobus zajechał do przedmieść czeskiej stolicy około godziny siódmej – chaotyczna zabudowa spowita była w szarości zachmurzonego poranka. I jedynie w oddali majaczyła nieśmiale Wełtawa, stare miasto i Most Karola, czyli ten obraz Pragi, który miał zostać w pamięci turystów – piękne kamienice, pomniki idealne do sfotografowania przez zapalonych azjatyckich fotoreporterów, żywa tkanka miejska niczym wielki zabytek wyjęty z muzealnych sal.

20160926_100508
Zielona enklawa w centrum Pragi, widok na Wzgórze Petrin

Pierwsze kroki postawiliśmy w dzielnicy Praga 3. Mniej reprezentacyjnej, mniej zabytkowej, ale przez to na pewien sposób bardziej prawdziwej. I chociaż temat wszechobecnych azjatyckich turystów pojawi się wielokrotnie, to muszę zaznaczyć, że ich obecność wyznaczała  region przeznaczony dla odwiedzających – tam, gdzie było ich wielu, były obiekty warte fotografowania, tam, gdzie ich brakowało, zaczynały się graffiti i prawdziwa Praga. W dzielnicy Praga 3 Azjatów nie było.

Idealnym punktem orientacyjnym okazało się jedno z wielu wzgórz wznoszących się w mieście – Wzgórze Vitkow – oraz pobliska wieża telewizyjna, ale o tym w dalszej części tekstu.

Miejsce naszego zakwaterowania znajdowało się gdzieś pomiędzy tymi punktami, na ulicy o przesłodkiej nazwie – Rohacovej.

2

Praga skomunikowana jest za pomocą trzech, przecinających się linii metra, i to z tego środka komunikacji skorzystaliśmy w pierwszej kolejności. Wszystkie linie przecinają się w swego rodzaju trójkącie, co zapewnia dużo lepsze możliwości przesiadki, a same dodatkowo skomunikowane są z wszechobecnymi tramwajami i autobusami.

Wygląd taboru nie odbiega znacznie od tego, który znany jest choćby z metra warszawskiego, czego nie można niestety powiedzieć o wyglądzie stacji. Na pierwszy rzut oka przypominają szczyt budownictwa socrealistycznego, co nie odbiega od prawdy, bo pierwszą linię metra otwarto tam w 1974.

20160927_143539.jpg
Widok na biały domek, który został zalany w czasie powodzi

Zarówno tramwaje, jak i autobusy, zapewniają swobodną komunikację po centrum i okolicach, dlatego warto pomyśleć o zakupieniu biletu dziennego, kosztującego około 120 koron. W końcu ciężko o lepszy sposób poznania miasta, niż wspólna podróż wraz z jego mieszkańcami. Minusem takiego wyboru jest fakt, że miasto staje się dla turysty jedynie obrazem pociętych fragmentów, wyjętych z całego miasta, ograniczonych przez prostotę linii komunikacyjnych. Nagle bowiem okazuje się, że miejsce, które wydawało się być oddalone o całe kilometry, położone jest jedynie kilka kroków dalej od nas.

W kontekście komunikacji miejskiej konieczne jest wspomnieć o licznie występujących, zwłaszcza w ścisłym centrum, przystankach wiedeńskich, które coraz częściej trafiają również do polskich miast.

20160927_180212.jpg

Droga dla rowerów

Na początku tego tekstu przywołałem porównanie Wiednia i Pragi, choć zdaję sobie sprawę, że jest to pojedynek z góry przegrany przez tego drugiego, to chciałbym skorzystać z tej możliwości, jako swego rodzaju punktu odniesienia. Bo w Pradze znalazło się też miejsce na ścieżki rowerowe, oznaczone skromnym piktogramem rowerzysty, zepchnięte gdzieś na wąski pasek drogi tuż obok chodnika. Ciężko powiedzieć mi coś o ich funkcjonowaniu, bo w ciągu tych dwóch dni nie spotkaliśmy nikogo, kto zdecydowałby się na skorzystanie z nich. Rowerzyści woleli chodnik.

Wiedeńskie drogi dla rowerów przypominały autostrady, ciągnące się wzdłuż chodnika, a przy tym zdecydowanie od niego szersze i zdecydowanie częściej uczęszczanie od tych praskich.

Natomiast z przykrością muszę zauważyć, że za rozbudową insfrastruktury nie poszła rozbudowa, czy może raczej ewolucja, ludzkiego myślenia. Bo o ile kierowcy generalnie szanowali drogi rowerowe, co przy ich stopniu uczęszczania nie jest jakimś wielkim sukcesem, o tyle mieli wyraźny problem z tolerowaniem rzeszy turystów przemierzających arterie miasta. Trąbienie czy próby wręcz przepchania się przez masę pieszych zdarzały się kilkukrotnie.

20160927_172438
Oczekiwanie na zielone światło trwa zdecydowanie za dlugo

Spory problem stanowią również światła dla pieszych, na których nie sposób przejść na czas – czerwone światło zapala się bowiem jeszcze w trakcie przechodzenia. Zawsze.

Natomiast, by nie kończyć takim pesymistycznym akcentem, wspomnieć muszę o licznych placykach czy strefach z ograniczonym ruchem samochodowym, przeznaczonych do swobodnego ruchu pieszych i rowerzystów. Miło.

3

Zwiedzanie czeskiej stolicy rozpoczęliśmy od rynku starego miasta, który podobnie jak my był pogrążony w półśnie. Gdzieniegdzie widoczne były sylwetki ludzi przechadzających się pomiędzy pokaźnym pomnikiem Jana Husa a strzelistymi wieżami otaczającymi dziedziniec. A stamtąd już prosta droga do Mostu Karola, łączącego oba brzegi miasta.

20160926_085611.jpg
Brama przed Mostem Karola

Dojścia do mostu strzeże monumentalna brama, jeszcze tylko pięć minut na przejściu dla pieszych i możemy obserwować ją w całej okazałości, wraz z tłumami innych podziwiających. Most ten w końcu ma w sobie coś magicznego. Nie tylko łączy Stare Miasto z  Malá Straną, ale ten most sam w sobie jest na swój sposób magiczny – rano pusty, z pięknym widokiem na słynne Hradczany, by w południe zapełnić się artystami, karykaturystami i sprzedawcami wszelkiej maści rupieci. A wraz z nimi zaczęli pojawiać się kolejni turyści, uniemożliwiający miejscami wręcz swobodne przejście na drugi brzeg miasta.

image-0-02-05-ce19eeb996c792335fe1e7b2b9b37c963a94cb230269ace2715385d58591a560-v
Praska Wenecja

Dodatkową atrakcją, rzekłbym główną, ale nie oszukujmy się, stanowią ustawione co jakiś czas rzeźby, pieczołowicie fotografowane przez turystów.

Jeżeli już znajdujemy się na Moście Karola to warto na chwilę się tutaj zatrzymać, by wspomnieć o znajdującym w jego okolicy, a właściwie tuż pod nim, turystycznym porcie żeglugi rzecznej. Rejs trwa około 45 min i kosztuje 290 koron. To dużo, ale możliwość podziwiania Pragi z Wełtawy jest tego warta, zwłaszcza że w cenie jest wizyta muzeum, które niestety warte jest już zdecydowanie mniej.

20160927_144519
Łabędzie u nabrzeży Wełtawy

Przewodnik dysponował kilkoma zdjęciami nabrzeża z przeszłości, choć nie było ich dużo, to dobrze obrazowały Pragę dawnych lat. Pan przewodnik, i kapitan statku zarazem, zabrał nas również w miejsce zwane Praską Wenecją, której największymi gwiazdami były nie okazałe kamieniczki, ale wszędobylskie kaczki. Tutaj na chwile się zatrzymamy, by udać się na  Malá Stranę, dzielnicę położoną tuż pod zamkiem na Hradczanach, wyłączoną w dużej mierze z ruchu samochodowego.

Pięła się ona w górę, stając się z każdym schodem, z każdym wzniesieniem coraz bardziej stroma, zwiastując tym samym zbliżający się zamek, z którego, jak później się okazało, roztaczał się widok na prawie całą Pragę z jej czerwonymi dachami kamienic.

Sporą atrakcją kulinarną, o której szerzej wspomnę później, okazał się targ z turystycznymi gadżetami, ale również z możliwością doświadczenia czeskiej kuchni, i wypicia kawy w jedynym w swoim rodzaju Starbucskie.

20160927_164128
Widok na Petrin z Hradczanów

Wzgórze pięło się jednak wyżej aż do szczytu Petrin i jego głównej atrakcji – Petrinskiej rozhledny, która jest mniejszą siostrzyczką wieży Eifella z Paryża i z której rozciągać miał się widok na całe Czechy środkowe. Celowo piszę „miał”, bo samego widoku nie mieliśmy okazji doświadczyć – wieża była nieczynna – pozostaje mi więc wierzyć ulotce na słowo.

20160926_101339
Zielona enklawa z widokiem na Pragę

Trud wspięcia się na górę był jednak tego warty, bo choć nie mieliśmy okazji doświadczyć rzekomo wspaniałych widoków rozciągających się ze szczytu wzgórza Petrin, to u jego podnóża rozciągał się równie bajkowy widok. Może nie na całe Czechy, ale na pewno na większość praskich atrakcji, w tym na wspaniałą zieloną enklawę, która niejako rozdzielała zbocze na pół.

Dzielnica Praga 3, choć nie tak okazała jak ściśle turystyczne centrum, skrywała w sobie równie interesujące atrakcje,  aczkolwiek o nieco innej specyfice.

W bliskim sąsiedztwie naszego hotelu znajdowała się Wieża telewizyjna Žižkov – wielka, futurystyczna budowla, która swoją sylwetką przykuwała uwagę turystów ze wszystkich zakątków stolicy Czech. Krótki research pozwala nam dowiedzieć się, że wieża ta budziła wiele kontrowersji wśród mieszkańców Pragi, co nas, jako turystów, w żaden sposób nie dziwi.

20160926_131606
Wieża telewizyjna imponuje stylem i rozmachem

Przypomina ona swego rodzaju rakietę, stojącą pośrodku zabytkowych i stonowanych kamienic, a jednak – choć wygląda ona, delikatnie to ujmując, osobliwie, to wpisuje się ona w otoczenie. Dodatkowych kontrowersji, nawet pomimo pozytywnego odbioru mieszkańców, dodają dziecięce rzeźby autorstwa  Davida Černy, które wspinają się po sylwetce wieży.  

Cena wjazdu na taras widokowy to jedyne 140 koron, przy założeniu, że przysługuje wam ulga studencka. Sam punkt widokowy umieszczony jest na 93 metrze, przy czym wysokość całej budowli to aż 216 metrów. Bilet upoważnia nas do przebywania tam prawdopodobnie w nieskończoność, bo, w przeciwieństwie choćby do wrocławskiego Sky Tower, nikt nas nie wyprasza, nikt zbytnio nie nadzoruje. I dobrze, bo widok, który możemy obserwować, zasługuje na dłuższą chwilę refleksji- nie tylko okolica, nie tylko oddalone od nas Stare Miasto, ale również sama wieża, która z tej perspektywy nabiera kompletnie nowego wymiaru, zwłaszcza fantastyczne dziecięce rzeźby, które można w pewnym miejscu podziwiać niemalże z bliska.

20160927_124805
Widok na Pragę 3 ze wzgórza Vitkow

Kolejnym punktem na naszej mapie podróży okazało się wspomniane na początku tekstu Wzgórze Vitkow, u którego niemal podnóża znajdował się nasz hotel. Samo wzgórze stanowiło coś w rodzaju wertykalnego parku, wijącego się po zboczach wzgórza.

Na szczyt prowadziła asfaltowa ścieżka, wznosząca się powoli ku górze. Pogoda niemal letnia, co jakiś czas ławeczka, coby można było odetchnąć, i coraz wyraźniej zaznaczało się ukazanie  nowych zakątków Pragi. Szczyt góry, na który, co ciekawe, można dojechać również rowerem, uwieńczony jest otwartym dla pieszych placem, którego najbardziej charakterystyczny obiekt stanowi pomnik Jana Žižki, bohatera z czasów wojen husyckich.

Czuję dziwne uczucie zażenowania, kiedy znów muszę napisać o niesamowitym punkcie widokowym, tak jakby czeska stolica była usiana jedynie tarasami, ale był na prawdę warty wspinaczki, bo choć z wcześniej wspomnianej wieży telewizyjnej widok był również nieziemski, to nie było z niej widać… samej wieży, która tutaj strzelisto wzbijała się w niebo, otoczona przez pobliskie kamieniczki.

334328175_3749a50565_b

O czeskich atrakcjach, zdecydowanie mniej konwencjonalnych, wielu słyszało zapewne w kontekście czeskiej marihuany czy czeskiego absyntu, „zielonej wróżki”, którego obecność sygnalizowana była przez sprzedawców na prawie każdym kroku.

Marihuana w Czechach, wbrew obiegowym opiniom, nie została zalegalizowana, a nastąpiła jedynie jej dekryminalizacja, przy założeniu, że posiadamy jej małe ilości i na własny użytek. W 2014 roku Sąd Najwyższy Czech obniżył ilość legalnie posiadanej marihuany do mniej niż 10 gramów suszu, a czescy aktywiści w dalszym ciągu walczą o całkowitą legalizacje.

W opinii wielu Czechy jawią się jako narkotykowa stolica wschodniej Europy, co oczywiście wykorzystywane jest przez sprzedawców, którzy oferują marihuanowe alkohole czy lizaki. Podobne słodkości z „legalną marihuaną” miałem okazję kupić w Polsce.

4

Miasto to nie tylko, a może nawet przede wszystkim, surowe betonowe konstrukcje, obrazy, atrakcje. Bo czym byłoby miasto bez ludzi? Jedynie martwym pomnikiem historii. Praga nie była martwa. Z porannego snu wybudzała się w godzinach popołudniowych, by wieczorem rozbłyskać w ognistym blasku, miejscami zdarzało się to dosłownie.

20160926_191515
Wieczorem praski rynek zmienił się w siedzibę ulicznych artystów

Wieczorne odwiedziny starego miasta pozwoliły nam doświadczyć pokazu czegoś, co nazwałbym sztuką władania ogniem, a którą, jak później się okazało, zajmował się jeden z naszych rodaków, mający podobno wypijać, czy raczej wypluwać, 5 litrów parafiny dziennie. Pokaz trwał dobre kilkanaście minut. W jego trakcie dobrze widzialne były zdziwione twarze turystów z Azji, a w około niosły się komentarze osób pochodzących ze wschodu.

Most Karola zapełnia się kramarzami, artystami, sklepikarzami. Praga ożywa dzięki jej mieszkańcom, którzy ją tworzą, i którzy siłą rzeczy żyją dzięki rzeszom turystów odwiedzających to miasto.

W czasie tych zaledwie dwóch dni wychwyciłem jedną rzecz, która mogła być oczywiście jedynie powierzchownym złudzeniem niedzielnego turysty, ale która była dla nas miłym zaskoczeniem, a miejscami wręcz powodem dezorientacji. Bo nie wspomniałem, że wjeżdżając na Wieże Telewizyjną biletów nam nikt nie sprawdził, uznając najwidoczniej, że skoro wjeżdżamy to siłą rzeczy musieliśmy je kupić. Przed wejściem do tunelu praskiego metra znajdują się kasy biletowe. Tylko jakichkolwiek bramek brak.

20160927_171923
Most Karola w samo południe

W muzeum obok Mostu Karola kontrola również nas nie dosięgła, co jak później się okazało wyszło troszkę przypadkiem. Niektóre sale oznaczone były napisem „paid area only”, jako że za bilet zapłaciliśmy, to logicznie wnioskowaliśmy, że teren ten dostępny jest dla nas. Okazało się, że nie, ale o tym dowiedzieliśmy się już po zwiedzeniu wszystkiego poza jednym pomieszczeniem.

W czeskiej stolicy uderzyło mnie zaufanie społeczne, którego mogłem doświadczyć, a przynajmniej które jako zaufanie społeczne odczytałem.

image-0-02-05-9e9697e562aa67f674c52406ba47a40924b6d74e7422e71873a12da909220814-v
Widok na Mala Strane

Jeżeli już przy ludziach, przy mieście jesteśmy, to warto wspomnieć coś o komunikacji . W stolicy, przynajmniej wśród osób, które mają kontakt z turystami, angielski jest językiem powszechnym, ale wiemy przecież, że dla nas Polaków język czeski jest językiem bardzo specyficznym i jego specyficzne brzmienie słyszalne było w kontaktach z ludźmi.

Jem śniadanie, o którym później, i słyszę coś w rodzaju – gfkofg gkfd beer?

Jest beer, jest na moim stole, ku mojej rozpaczy już puste. Pyta, czy zabrać kufel, czy beer smakowało? Cóż, pozorny bełkot okazał się być zapytaniem – one more beer? Z czeskiego angielskiego, poza rozmową z właścicielem hotelu i jednym kelnerem u podstawy Hradczan, docierały do mnie jedynie pojedyńcze słowa i jedynie z kontekstu rozumieć mogłem pełne wyrażenia.

image-0-02-05-4db675b57f443b820068f53b7aca5bffaa4cf9124a2f408ece6dfab4a210a365-v
Widok na Hradczany ze wzgórza Petrin

Wyszukiwarka google pozwala mi dowiedzieć się, że 14% ludności Pragi ma zagraniczne pochodzenie, choć ciężko wychwycić ich z tego turystycznego tygla kultur i narodów. Ale już sama podróż do naszego hotelu dała odczuć nam obecność obcokrajowców, bo motel ów znajdował się zaraz obok urzędu imigracyjnego, obok „rosyjskiego jedzenia z Azerbejdżanu” i obok masy nagłówków krzyczących do nas w grażdance.

image-0-02-05-c12bfe950690daa5b0a0c2e44d23ed3b56ed547dace73cb0cbedb3271611e241-v
Targ na Hradczanach

Gospodarz hotelu był na tyle miły, że wręczył nam mapę z opisem atrakcji i dojazdów. Na mapie miasta znajdowały się liczne ogłoszenia, w tym jedno bez wątpienia po rosyjsku. Spis z 2012 roku pokazuje jednak, że Rosjanie są dopiero trzecią w kolejności grupą cudzoziemców, ustępując tym samym Słowakom i Ukraińcom, których z roku na rok może przecież przybywać.

Praga to również około 15 tysięcy osób pochodzenia azjatyckiego (głównie Chiny i Wietnam), choć patrząc na turystów ktoś mógłby wywnioskować, że stanowią oni co najmniej połowę populacji miasta. Pojedyńcze jednostki wychwycić można w mniejszych sklepach, choćby w czeskim odpowiedniku Żabki, gdzie ci stanowią sporą część personelu. Na 5 odwiedzonych przez nas sklepów jedynie jeden był pozbawiony obecności osób pochodzenia azjatyckiego.

20160926_190705

Statystyki nie mówią za wiele o osobach pochodzenia bliskowschodniego, a ci, przynajmniej wnioskując po odcieniu skóry, również byli w mieście zauważalni.

Miasto wyraźnie odczuwa obecność obcokrajowców. Czarnoskórzy marynarze namawiają do odbycia rejsu na Wełtawie, orientalne restauracje obecne na każdym kroku, a tajski masaż znajduje się już chyba na każdej ulicy.

Ale z całej tej sterty narodowości wyłania się jeszcze jeden fakt, który zdążyłem odnotować. Otóż pary międzyrasowe, czy może raczej międzykulturowe, były zauważalne. Przez „zauważalne” rozumiem to w znaczeniu takim, że przez te 2 dni były one doskonale widoczne, choć ciężko się spodziewać by stanowiły one znaczny % par ogółem.

5

Eksplorując inne miasto czy inną kulturę ciężko ograniczać się jedynie do samego miasta, pomijając jednocześnie warstwę kulinarną. O czeskiej kuchni wiedziałem tyle, że są brambory i zapiekany ser. Przed wyjazdem zdążyłem wyczytać jeszcze, że ichniejsza kuchnia kształtowała się pod wpływami Polskimi, Niemieckim, Węgierskimi, co ze względu na geograficzne położenie jest raczej oczywiste. Niestety, czeską kuchnie jedynie delikatnie zasmakowaliśmy, choć było to smakowanie nad wyraz przyjemne.

W restauracji, która znajdowała się nieopodal naszego miejsca pobytu, zapiekany ser widniał pod nazwą „totalitarny przysmak”, co miało być najwyraźniej odniesieniem do czasów komunistycznych. Koszt tego dania to około 140 koron, plus 50 za kufel piwa.

image-0-02-05-11afc778c4b5dc4fb46b207d9e54ad1b180882df3857ec75e1c4c4b51e68d4ea-V.jpg
„Totalitarny przysmak”

Podobny przysmak, lepiej zaprezentowany, choć znacznie mniej okazały, spróbować mogłem w kulinarnej uliczce położonej w sąsiedztwie Hradczan. Cena została najwyraźniej dostosowana do turystycznej okolicy, bo cena ze 140 koron wzrasta do 250, choć danie nadal było tego warte.

20160926_175350
Zapiekany ser oraz kurczak „supreme”

Jeżeli turysta wspiąłby się jeszcze wyżej, aż na plac i turystyczny deptak, zauważyłby liczne stragany z pamiątkami, ale także z możliwością spróbowania licznych wariacji bramborów. My, głównie ze względów finansowych, wybraliśmy opcję budżetową, czyli zwyczajne brambory z bułką, a do tego szaszłyk, niezbyt charakterystycznie czeski, ale zjedzony na samych Hradczanach, z widokiem na Pragę! Kebab zjedzony w tym miejscu byłby niemniej czeski.

20160927_161131
Na zdjęciu: brambory, bułka, szaszłyk, ręka

Z wielkim żalem napisać muszę, że nie było nam dane zakosztować czeskiego smakołyku z transylwańskim rodowodem – trdelniku, którego najbliższy krajowy ekwiwalent odnaleźć można w postaci sękacza.

20160927_161141
Targ z jedzeniem

Jeżeli ktoś, podobnie jak ja, lubuje się w piwach pszenicznych, to zapewne kojarzy takie jak Primator czy Černá hora, a których ojczyzną są właśnie Czechy. Pominięcie tej części czeskiej kuchni byłoby dla mnie niebywałym grzechem.

6

Pragę wspominać będę jeszcze długo, przede wszystkim dlatego, że chciałbym ją jeszcze raz odwiedzić, zestawić moje spisywane właśnie wspomnienia z tymi, które dopiero powstaną.

Jej monumentalność nie była nawet w połowie tak okazała jak monumentalność Wiednia, na próżno szukać tam nowoczesnej zabudowy, współczesnego Skylina, nawet tak chaotycznego, jaki możemy obserwować w naszej stolicy. A jednak było w niej coś interesującego, coś, co zasługuje na dużo dłuższą chwilę refleksji, niż kilkaset słów zapisanych na komputerze.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że obraz Pragi, który tutaj przedstawiłem, to była moja Praga, moje wrażenia, moje refleksje, w dodatku zebrane w zaledwie 2 dni.

Praga, którą odwiedzicie, może okazać się miastem zupełnie innym od tego, które miałem przyjemność odwiedzić i opisywać, ale jestem pewny, że będzie równie interesująca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s