Ciche przyzwolenie na nienawiść

Ostatnimi czasy ze wszystkich stron kraju dochodzą wieści o rasistowskich czy ksenofobicznych incydentach. Pytanie jednak, czy są to przypadki odosobnione, czy tworzą one raczej związek przyczynowo skutkowy, mający swój początek w cichym przyzwoleniu na nienawiść w codziennym życiu?

Oto w Warszawie, w środku słonecznego dnia, nieszczęsliwie zakończyła się wycieczka profesora, który miał czelność rozmawiać ze swoim kolegą po niemiecku, i to jeszcze na Warszawskiej ziemi, pamiątce czynu powstańczego. Jak pisał Paweł Kukiz – „naziści zamordowali mi Dziadka w Auschwitz więc nie życzę sobie, by ich wnuki uczyły mnie demokracji”, więc reakcja wytłumaczalna.

Ale gdyby pobity pan profesor muzułmaninem był albo arabem chociaż, to byłaby inna sytuacja. Naród by zrozumiał. Uchodźcy, terroryści, wiadomo, rządy państw zachodnich nie kwapią się z rozwiązaniem problemu, więc lud polski musi wziąć sprawę w swoje pięści. A przynajmniej takie panowałyby gdzieniegdzie nastroje. W sytuacji, kiedy pobity zostaje Polak, można prowadzić dyskusję jedynie w oparciu o spisek mediów, które chcą zrobić wszystko, by obalić legalnie wybrany rząd. Pewnie same jeszcze tego profesora pobiły.

W końcu, gdyby zostli pobici uchodźcy, Arabowie, może Meksykanie, Hiszpanie, Chorwaci, bo w sumie czemu nie Niemcy? Była druga wojna światowa, niemcy zniszczyli Warszawę, czołgi jeździły też, komuś mogły puścić nerwy, prawda? Niestety, i takie opinie się pojawiły, choćby ze strony redaktora portalu niezależna.pl, Grzegorza Wierzchołowskiego.

Nagle mamy sytuację analogiczną w Wielkiej Brytanii. Mówienie w obcym języku, pobicie, ale ze skutkiem śmiertelnym tym razem. Tylko mniej analogiczna była reakcja Polskiego rządu. Kiedy naszych biją,  jest to rasizm wymierzony w polską społeczność, kiedy my bijemy, są to jednostkowe przypadki, które zostały rozdmuchane przez antyrządowe media.

Bez interwencji, bez grama refleksji nad własną polityką czy cichym wspieraniem ruchów nacjonalistycznych. Nie oczekuję bicia się w pierś, przeprosin. Ale kiedy prezes PiS jasno zadeklarował, że nie przyjmie jakichkolwiek ustaw o mowie nienawiści, wielu temu przyklaskiwało. Bo i tak był to zamach na wolność słowa, więc w sumie brawo pan Kaczyński.

Problem w tym, że ciężko nie odnieść wrażenia, że układa się to wszystko w bardzo (nie) logiczną całość, wraz z kompletną biernością polskich władz. Nagle okazuje się, że rasizm jest o tyle zły, o ile dotyczy polaków, choć sytuacja z profesorem Jerzym Kochanowskim pokazuje, że i tutaj nie można mieć pewności.

Skoro obecność Mateusza Kijowskiego na pogrzebie Danuty Siedzikówny była prowokacją, to rozmawianie po niemiecku w tramwaju też może być. Skoro para lesbijek trzymająca się w miejscu publicznym za ręce razi czyjeś uczucia estetyczne, a wielu uważa, że nie powinny się tym „afiszować”, to może zaniedługo takim afiszowaniem będzie inny akcent, świadczący o zagranicznym pochodzeniu, czy ciemniejsza karnacja?

Niestety, absurd dnia wczorajszego staje się smutną rzeczywistością jutra. Sytuacja taka spotkała panią Anieszkę, która niczego nieświadoma zaparkowała swoje auto w centrum warszawy, a które po powrocie zastała zdemolowane. Nic niezwykłego, rzekłby pewnie minister Błaszczak. Problem w tym, że na masce auta wyryty został napis „Allah Akbar”, co nasuwa pewne podejrzenia, że mógłbyć to atak na tle rasistkowskim.

Mąż poszkodowanej sądzi, że powodem tego ataku mogła być… opalenizna żony, która wróciła opalona z wakacji, do tego z warkoczykami. Czy był więc to atak na tle rasistowskim? Wszystko na to wskazuje, smutniejsze jest jednak to, że coraz częściej atakami własnej ksenofobii padają sami Polacy.

Ciemniejsza karnacja, jak pokazuje powyższy przykład, może stanowić poważne zagrożenie, zwłaszcza w komplecie z fikuśną fryzurą. W końcu opalona osoba może być arabem, a od tego już tylko malutki krok do zostania terrorystą.  Ale to w końcu tylko rozdmuchany przypadek – pierwszy, drugi, a w końcu i  kilkunasty.

Od lat ze wstydliwym milczeniem, ze śmieszną nawinością przyzwalamy na cichą nienawiść, licząc, że pewnego dnia nie obróci się ona wobec nas. Błąd. Obróci. Zanim zdążymy się spostrzec, zanim zdążymy przyznać się do błędu.

Dawnej pobicie kogokolwiek za mówienie w jakimkolwiek obcym języku wydawałoby się nam absurdalne, groteskowe conajmniej. Dziś jest to smutny element naszej rzeczywistości. Katarzyna Czajka, która opisała zdarzenie z pobitym profesorem w warszawskim tramwaju, stwierdziła, że ludzie czują, iż „oto nadszedł ich czas”. I trudno się z tym nie zgodzić. Skoro w cywilizowanej Brytanii takie rzeczy się dzieją, skoro rząd milczy, to jak to, my nie możemy?

A skoro możemy nienawidzić bliźnich, dlatego że mają inny kolor skóry, to dlaczego mielibyśmy nie robić tego, kiedy mają inny kolor włosów czy kształt nosa? Fanatyzm i uprzedzenia, które ostatnimi czasy coraz bardziej się uwidoczniają, zbierają i zbierać będą straszne żniwo. Fanatyzm zjada człowieka powoli, zastępując resztki logicznego myślenia prostymi dychotomiami, schematami i stereotypami.

Inny znaczy groźny, niebezpieczny, niezrozumiały. Inność to zagrożenie, odmienność, a każda odmienność to przecież zboczenie, proste.

Jeżeli przyzwalamy więc na niczym nieuzasadnioną, niesprowokowaną nienawiść w codziennym życiu, to nie możemy dziwić się, że ta nienawiść obraca się przeciwko nam. Bo kiedy nie będzie już kogo nienawidzić, pozostanie nam znienawidzić samych siebie.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s