Sorry Polsko, nie chciej mej krwi

Dobrze jest czasem odpocząć – przestać toczyć jałowe spory, nie wdawać się w dyskusję, nie podburzać, nie prowokować, nie szkalować, nie poruszać kontrowersyjnych tematów.

Dobrze jest czasem odpocząć od polityki – spór o trybunał konstytucyjny, audyt, kolejne oskarżenia, kolejne pomówienia, kolejne kłamstwa. Warto czasem zapomnieć o tym i zacząć się cieszyć życiem, zacząć dostrzegać jego pozytywne strony.

Ale to jeszcze nie dziś. Dziś, cóż, dziś jestem żądny krwi i to nie w sensie, który sugeruje tytuł dzisiejszego wpisu. Moją krew proszę zostawić w spokoju w żyłach, jak będzie potrzebna to nawet sam oddam do krwiodawstwa.

No właśnie. Sam. Z własnej woli i to bez skutków ubocznych w postaci rozerwania moich wnętrzności przez kule karabinowe. Więc dlaczego Polsko, dlaczego łakniesz mej krwi? *

Krótka historia dwóch Mateuszy

Pierwszy Mati mieszkał na blokowisku na obrzeżach miasta. W przedszkolu ciągnął koleżanki za włosy, w podstawówce bił słabszych kolegów, w gimnazjum pierwszy raz zażył narkotyków. W liceum nie robił nic, bo do liceum nie poszedł, a zawodówki nie ukończył.

Niestety dyplom Wyższej Szkoły Robienia Hałasu nie obchodził pracodawców.

Ale Matiego to również nie obchodziło. Pierwszy Mati miał własny świat, własne problemy, własny sprej do mazania po murze, własną ideologię. Bardzo denerwowały go pedały w rurkach.Brzydził się nimi.  I to nie dlatego, że nosili spodnie, które nie wyglądały jak worki na kartofle.

Bo Mati dobrze wiedział, że tacy osobnicy nie obronią ojczyzny w potrzebie – bo nie dość, że niemęscy, to jeszcze rurki poważnie krępują ruchy – szczególnie prącia, które w wojsku stanowi przecież jeden z bardziej zapracowanych narządów.

Mateusz wiedział, że wyższe wykształcenie uzyskane na renomowanej uczelni otworzy mu drogę do wojskowej kariery. Bardzo o niej marzył.

 

Po drugiej stronie miasta mieszkał inny chłopak – również Mateusz. W przedszkolu ciągnęliby go za warkoczyki, gdyby tylko je posiadał, więc oprawcy musieli zadowolić się naciąganiem t – shirtu. W podstawówce był najlepszym uczniem, w gimnazjum pierwszy raz wygrał ogólnopolski konkurs matematyczny. W liceum wiele osiągnął, bo do niego poszedł, a nawet je ukończył.

Skończył nawet studia i to ścisłe – chciał być inżynierem, przyszłym konstruktorem.

Drugiego Mateusza nie interesował ubiór innych, sam ubierał się zwyczajnie, nie odbiegał od normy.

A teraz pytanie za miliard punktów : który z (mocno stereotypowych) Mateuszy lepiej przysłuży się ojczyźnie i dlaczego jest to Mateusz drugi a nie pierwszy?

Mateusz pierwszy nie miał przed sobą świetlanej przyszłości, którą sobie wymarzył, był przegrany już na starcie, choć przecież wiele mógł zmienić.

Kiedy wybuchła wojna patologiczny Mati zaciągnął się do wojska, przywdział hełm, karabin. Śmierć, wojna! Mateusz nie wiedział, że jego życie jest nic nie warte. Nie wiedział, że współczesna wojna wygląda inaczej, niż wyglądała wojna poprzednia. Nie wiedział, że wojna to nie jest Call of Duty.

Ale Mateusz nie ma powodu do smutku. Więcej, on ma powód do dumy. Dołączył do jednej z wielu mogił poległych w walce żołnierzy, stał się częścią większej całości, do której przynależność tak bardzo odczuwał przez całe życie.

Jelita w powietrzu świszczące jak konfetti, czaszka odłamkiem rozłupana (dobra popielniczka). Jego bezwartościowe trzewia posłużyły za siedlisko robactwa. Jego truchło zmieszane z błotem zaprawdę stało się częścią większej całości – dołączyło do swoich poległych kolegów jako prowizorycznego schronu, chwilowej tarczy zbudowanej z kości poległych żołnierzy – dawniej zwanymi ludźmi.

A drugi Mateusz? Drugi Mati siedział w tym czasie w pracy, setki kilometrów od linii frontu. Ta broń może zmienić losy wojny – dumnie powtarzał pod nosem Mati. Bo nasz drugi bohater, choć nie został rozerwany na strzępy, również, a może raczej przede wszystkim, przyczynił się do wysiłku obrony ojczystego terytorium.

I przyczyniali się do niego również inni: piekarze, dziennikarze, korespondenci wojenni, pracownicy fabryk i właściwie każdy, kto w jakimkolwiek stopniu przyczyniał się do produkcji dóbr i usług.

Niestety, pierwszy Mati aż do śmierci był przekonany o tym, że ofiara wobec ojczyzny może mieć jedynie formę krwi.

Bagnet na broń, trzeba krwi!

Zabawne, jak niektóre rzeczy się nie zmieniają, jak historia kołem się toczy.

Oto siedemdziesiąt lat minęło od tragicznej w skutkach wojny światowej. Siedemdziesiąt lat od czasów, w których ludzi, a właściwie to, co z nich pozostało, palono niczym świeczki czy zapałki, w których ludzi zabijano niczym mrówki na piknikowym kocu, czasów pogardy wobec wartości ludzkiego życia, ludzkiej godności. Piekło wojny.

I oto  Polska znów żądna jest mej krwi.

W końcu w czasie wojennej zawieruchy, jako obywatel, muszę przysłużyć się mojej ojczyźnie robiąc za mięso armatnie, które nawet nie utrzyma w swoich anorektycznych rączkach karabinu.

Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską-
kula w łeb!

Zabawne zaprawdę jest obserwować domorosłych obrońców Polskości i, co ostatnio często idzie w parze, męskości. Wojsko zrobi z was mężczyzn – grzmią zwolennicy szurprawicy. Jestem pewny, że zaliczenie fali, a potem zaliczenie mnie przez paru (heteroseksualnych oczywiście) samców, pozytywnie wpłynęłoby na moje poczucie męskości.

Przecież męskość, jak już pisałem w jednym z pierwszych wpisów, jest dla nich jedna – nie ma miejsca na różnorodność. Każdy jednolity, z jednym uczesaniem, jednym sposobem ubioru, jednym wyrazem twarzy, jednym morderczym karabinem przy boku.

A Polacy wciąż żyją w bajce barwnych mitów, walecznych wojaków, husarii i patriotycznego poświęcenia, które powinno być obowiązkiem każdego obywatela.

Wojna jest przecież taka piękna. Kłuszyn, Kircholm – piękne zwycięstwa. Tylko ci powstańcy warszawscy psują trochę obraz tej sielanki. Ale za to jak pięknie ginęli! Jak pięknie walczyli! Jak pięknie obracali miasto w pył.

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.

A dzieci? Ile tam bohatersko dzieci ginęło. Ilu nastolatków oddało swe życie za Polskę! Mogli zostać inżynierami, pisarzami, mechanikami, mógł wśród nich być przyszły, genialny premier III RP. Ale nigdy nie objął urzędu. Pogrzebany został wraz ze szczątkami Warszawy.

Poświęcenie dzieci dla dobra ojczyzny to przecież piękna rzecz. Chyba, że miałoby to miejsce gdzieś na bliskim wschodzie albo Afryce – wtedy to patologia, dzicz i dżungla. Faktycznie w Polsce o dżunglę ciężej. Przynajmniej tą naturalną.

Bo czemuż musiałaby to być danina krwi? Czemu miałbym walczyć, strzelać, mordować ginąć, kiedy chcę biegać, śmiać się i kochać? Czy nie mógłbym ofiarować się inaczej? Oddać ojczyźnie przysługę w sposób inny, na przykład taki, który nie wymaga upuszczania mojej krwi?

Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz-to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!

Nie sprawdziłbym się chyba jako konstruktor maszyn wojennych. Raz naprawiłem zegarek, ale później i tak się zepsuł. Matematyki nie rozumiem, a linii na papierze to ja prosto narysować nie potrafię. W paincie zresztą też.

Nie sprawdziłbym się jako piekarz, dostawca żywności dla naszych wojaków. Zbyt monotonna praca, zbyt blisko jedzenia – ogromna pokusa.

Pozostaje mi wierzyć, że spełniłbym mój obywatelski obowiązek w sposób mniej inwazyjny. Mógłbym pisać brzydkie rzeczy o wrogim nam kraju albo pisać nienawistne posty na stronie ich ministerstwa spraw zagranicznych. Opcji jest wiele. Cóż…

… podobno wojny przyszłości toczyć się będą w cyberprzestrzeni.

 

 

 

* Jeśli ktoś wie, z czego zaczerpnięty jest tytuł dzisiejszego wpisu, to Peszek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s